Piątek, 12 marca 2010 godz.21:22
wtorek, 16 lutego 2010 09:13
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail


W środę 27 stycznia odbył się wykład Stefana Szarego zatytułowany „Czy cierpienie naprawdę uszlachetnia?” Był to już trzeci z cyklu autorskich wykładów poświęconych filozofii egzystencji.

Autor przedstawiał powyższy problem w oparciu o zdanie dwóch autorytetów o odmiennym zdaniu: Viktora Frankla (psychiatra i psychoterapeuta austriacki, więzień obozów koncentracyjnych m. ni. W Auschwitz.), oraz Józefa Tischnera (polskiego prezbitera katolickiego i filozofa.) Frankl jest zdania, że cierpienie uszlachetnia. Stwierdza, że koszmar jakiego doznał w hitlerowskich obozach koncentracyjnych wpłyną pozytywnie na jego dalsze życie. Pozwolił mu docenić jego wartość i cieszyć cię nim. Austriak traktuje cierpienie, jako swoiste katharsis. Frankl stwierdził, że człowiek to Homo Patiens czyli istota cierpiąca.

Tischner natomiast uznał że cierpienie nie uszlachetnia. Do takiego wniosku doszedł tuż przed śmiercią, kiedy to chory na raka krtani spędzał ostatnie dni w szpitalu nie mogąc porozumieć się ze światem.

Z innego punktu widzenia na cierpienie patrzy buddyzm. Stwierdza, że źródłem cierpienia jest pragnienie. Buddyści postulują by w życiu pozbyć się pragnień, co jest drogą do osiągnięcia wyzwolenia od wszelkich pragnień (od pragnienia pragnienia) – Nirwany. Sami buddyści określają cierpienie, jako największą przeszkodę do jej osiągnięcia, im więcej cierpienia w życiu, tym trudniej osiągnąć Nirwanę.

W dalej części wykładu Szary krótko zaprezentował poglądy Gottfrieda Leibniza (niemieckiego filozofa, matematyka, prawnika, fizyk historyki, dyplomaty) i Woltera (francuskiego pisarza epoki oświecenia, filozofa, dramaturga i historyka. Tworzył satyry, powieści, dramaty oraz „Listy”). Leibniz bionizował zło i cierpienie (nadając im znamiona dobra), twierdził, że „Bóg stworzył świat najlepszy z możliwych” (każdy inny byłby gorszy). Oponował temu właśnie Wolter, który w swych tekstach opisywał często losy ludzi, którzy za swe dobre uczynki dostawali od życia same nieprzyjemności i nieszczęścia. Tym samym puentował te opowieści maksymą Leibniza wyśmiewając ją i jego poglądy.

Po wykładzie słuchacze w ożywionej dyskusji prezentowali swe poglądy na temat cierpienia, jego dobrej i złej strony. Doszli do wniosku, że jest ono na tyle subiektywne, że nie można jednoznacznie wskazać jego właściwości. Różne refleksje spotkały się w miejscu, w którym uczestnicy stwierdzili, że cierpienie ma szansę uszlachetnić, gdy mamy możliwość spojrzenia na nie z perspektywy czasu, natomiast nigdy w momencie bezpośredniej styczności.

Majus.

 


Oceń artykuł:
( 1 oceniający )
wtorek, 16 lutego 2010 09:04
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail

Jak powinniśmy definiować kapitalizm? Kiedy powstał? Czy system ten ulega zmianom? Czy jest jednolity? Czy kapitalizm może funkcjonować bez "nie-kapitalistycznego" otoczenia? Te oraz inne pytania usłyszeć mogliśmy 10 lutego na Rozbracie podczas wykładu Jarosława Urbańskiego "Narodziny kapitalizmu i Polska jako peryferia".

Starając się rozwikłać przedstawione przez siebie problemy socjolog skrytykował postulowaną m.in. przez Marksa liniową koncepcję rozwoju dziejów, uznając, iżnie odzwierciedla ona trafnie procesu ewolucji społeczeństw. To nieprawda że wszystkie państwa przechodzą te same etapy rozwoju (społeczeństwo agrarne->niewolnictwo->feudalizm-> kapitalizm->socjalizm->komunizm) i że u wszystkich przebiegają one w jednakowy sposób.

Odrzucając koncepcję liniowego postępu, Jarosław Urbański starał się udowodnić, że rozwój społeczeństw przebiega w sposób asymetryczny i polega na współwystępowaniu rożnych, charakterystycznych dla poszczególnych formacji społeczno-ekonomicznych cech, selektywnie wykorzystywanych przez kapitał. Według niego Stany Zjednoczone zdominowane są przez ustrój kapitalistyczny, Europa jest mieszaniną społeczeństw agrarnych oraz przemysłowych, Afryka w przeważającej części znajduje się na etapie agrarnym, natomiast Niderlandy i kraje Skandynawskie znajdują się w fazie postkapitalistycznej tzn. stanowią one hybrydy kapitalizmu i państwa opiekuńczego. Etapy, na których znajdują się poszczególne społeczności nie wynikają jedynie z ich indywidualnej historii i możliwości, nie są też koniecznym procesem, przez który muszą one przejść. Jest to natomiast skutek politycznych układów i międzynarodowych stosunków gospodarczych. Jako przykład posłużyła Jarosławowi Urbańskiemu historia Polski, a dokładniej rzecz biorąc jej relacji z krajami Europy Zachodniej oraz Wschodniej. Analizując stosunki gospodarcze zawiązywane między Europejskimi krajami dostrzec można, że Polska zawsze była uzależniona gospodarczo od silniejszych od niej państw, co przekładało się nie tylko na poziom postępu gospodarczego kraju, ale także na wewnętrzne relacje społeczne. Aby Polska mogła uczestniczyć w międzynarodowej wymianie handlowej musiała dostosowywać się do narzucanych przez europejskie mocarstwa reguł, które często raczej hamowały jej rozwój niż go napędzały.

1.Stosunki Polski z innymi krajami wyjaśnić można za pomocą teorii zależności Furtado czy Wallersteinowskiej analizy systemów światów. Całkowita zależność Polski od szybciej rozwijających się państw sytuowała ją zawsze w pozycji kraju peryferyjnego lub półperyferyjnego, nigdy centralnego. Aby zagwarantować sobie wzrost gospodarczy, kraje stanowiące centrum potrzebowały rynków zbytu oraz rezerwuaru darmowej lub taniej siły roboczej. Obie te role przypadały zawsze krojom peryferyjnym i półperyferyjnym, do których należy od niepamiętnych czasów Polska. Tak ustanawiany podział pracy przyczynił się do rozwoju centrum i jednoczesnego niedorozwoju gospodarczego peryferii.

Po wykładzie nawiązano długą dyskusję, w czasie której wymieniono poglądy na temat rozwoju oraz obecnej kondycji kapitalizmu. Podczas dyskusji zarzucono Jarkowi Urbańskiemu zbyt "akademickie" ujęcie tematu. Według niektórych osób zasiadających wśród publiczności socjolog skrupulatnie uargumentował tezę o asymetrycznym rozwoju gospodarki-śwata, nie dokonał on jednak przełożenia analizowanych relacji na kształtowanie się stosunków klasowych wewnątrz centrów i krajów peryferyjnych, a także uwzględnienia w ewolucji stosunków gospodarczo-społecznych rozwoju "pracy" jako takiej.

Formowanie się społeczeństw kapitalistycznych jest tematem, którego nie sposób wyczerpać w przeciągu jednego zimowego wieczoru. Nie w pełni usatysfakcjonowaną publikę zaspokoją być może kolejne wykłady odbywające się na Rozbracie w następnych tygodniach. Serdecznie zapraszamy!

MM.

 


Oceń artykuł:
( 2 oceniających )
piątek, 29 stycznia 2010 10:57
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
18 stycznia 2010 roku w poznańskim kinie Rialto odbyła się projekcja filmu „Zastrzelić Gazę”/„To shoot an Elephant” oraz spotkanie z bohaterką filmu Ewą Jasiewicz i Przemysławem Wielgoszem. Pokaz był częścią globalnej akcji upamiętniającej zakończenie bombardowania Strefy Gazy w styczniu zeszłego roku oraz kampanii solidarności polsko-palestyńskiej. Jednocześnie rozpoczął w Poznaniu festiwal Globale, stanowiący krytyczne spojrzenie na globalny kapitalizm oraz skutki panowania neoliberalnej ideologii w polityce i ekonomii.

Po krótkim wstępie około 60  widzów obejrzało wstrząsający dokument Alberto Arce i Mohammada Rujailaha. Film, choć niedoskonały technicznie, poraża autentycznością. To podróż w samo serce konfliktu izraelsko – palestyńskiego. Skupiając się na codziennym życiu Palestyńczyków pod oblężeniem, „Zastrzelić Gazę” dokumentuje skutki nielegalnej blokady nałożonej przez Izrael na jeden z najgęściej zaludnionych obszarów na Ziemi oraz 22-dniowego ataku – operacji „Płynny Ołów” – z punktu widzenia zwyczajnych mieszkańców Strefy Gazy.


Oceń artykuł:
( 3 oceniających )
wtorek, 26 stycznia 2010 15:15
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Kiedy 20 lat temu upadał mur berliński, mieszkańcy Europy Środkowej dostali ostateczny sygnał, że klatka, w której wbrew swojej woli byli trzymani, rozpadła się. Mur nie zniknął od razu. Rozbiórka trwała kilka miesięcy i do dzisiaj na ulicach Berlina można spotkać jeszcze kawałki przypominające mieszkańcom niemieckiej stolicy o wcale nie tak dawnym przymusowym zamknięciu. Być może to właśnie duch muru odstrasza deweloperów od stawiania tam zamkniętych osiedli.

W Polsce, dla odmiany, osiedla grodzone wyrastają jak grzyby po deszczu. Gated communities (osiedla zamknięte lub grodzone) to „osiedla otoczone murem lub płotem z ograniczonym dostępem publicznym, posiadające wewnętrzne regulacje prawne w formie umów wiążących mieszkańców oraz (zazwyczaj) wspólnie zarządzane”*. Pojawiły się w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie XX wieku, jako odpowiedź na wzrost przestępczości w coraz bardziej się rozrastających miastach. W przestrzeni publicznej zaczęły wyrastać kompleksy, które, dzięki ogrodzeniu i obecności strażników, miały stać się dla ich mieszkańców enklawami bezpieczeństwa. W Polsce pierwsze osiedle grodzone powstało pod koniec lat dziewięćdziesiątych. W 2008 roku, w samej tylko Warszawie, było ich już 400! Jak to się stało, że w ciągu zaledwie 10 lat od transformacji, mur z symbolu opresji stał się symbolem bezpieczeństwa? Tak naprawdę, w imię czego dajemy się zamykać? Jak coraz większa ilość fortec dla bogatszych członków klasy średniej wpływa na stosunki społeczne?  Na te pytania stara się odpowiedzieć Jacek Gądecki w  wydanej niedawno przez Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego książce „Za murami. Osiedla grodzone w Polsce –analiza dyskursu”.


Oceń artykuł:
( 1 oceniający )
poniedziałek, 18 stycznia 2010 10:22
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Jest rok 1989, mur berliński upada, po wschodniej stronie Berlina robi się sporo miejsca. Pełno niewykorzystanych budynków, fabryk, które przejmuje podziemna scena techno organizując tzw. „squat parties”. Jednym z ówczesnych DJ jest 17-letni Alexander Wilke-Steinhof (znany jako Alec Empire).


Oceń artykuł:
( 15 oceniających )
piątek, 15 stycznia 2010 10:52
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
W ramach Wolnościowego Klubu Dyskusyjnego 13 stycznia odbył się bardzo interesujący wykład „Punki i robotnicy w Azji”. Kilka opowieści, pokaz filmów, zdjęć i muzyki z trzech wybranych krajów azjatyckich.


Oceń artykuł:
( 4 oceniających )
wtorek, 12 stycznia 2010 17:53
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Lata 80. na pewno nie były czasem łatwym dla kreowania alternatywnej kultury, w tym grania muzyki punk-rockowej. Zmiana systemowa, która nadeszła wkrótce stała się nieodłącznym, traumatycznym elementem pamięci zbiorowej wszystkich mieszkańców Polski. Dla punkowych zespołów miało to jeszcze jeden ważny aspekt. Ci którzy grali w tym czasie: końcówki PRL i początku kapitalizmu zyskiwali specjalny status. Wykreowany został mit, wokół niego wybudowany etos. Zespoły takie jak Post Regiment, Dezerter, Brygada Kryzys, Apatia, Kryzys czy nawet Alians stały się lokalnymi punkowymi gwiazdami, a słowa wypowiadane ze sceny niejednokrotnie odczytywane były jako głos niemałej części młodego pokolenia lat 80. i początku lat 90.

Czemu o tym wspominam? Bo wprowadzany w Polsce kapitalizm i pseudo-demokracja wymagały legitymizacji i wymagają jej nadal. Pomimo upływu 20 lat problemy te nadal są aktualne, a niemała część tych zespołów nadal działa na scenie. Wszyscy musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale poszczególne dawne „tuzy” punka wybrały skrajnie odmienne ścieżki. Nie będę skupiał się na chwaleniu tych, którzy nadal robią swoje, tu nikt medali nie oczekuje, więc byłoby to bezcelowe. Nie chcę również skupiać się na rozważaniach kto punka gra nadal, a kto już przestał, bo start wielu był podobny. Chodzi mi raczej o obecną sytuację „wyjściową”. Ubolewam nad tą częścią mglistego tworu zwanego „sceną”, który wykorzystał swoją pozycję do wykreowania łatwiejszego startu i szybkiego zyskaniu kapitału, władzy i wpływów za cenę dania dupy systemowi o walce, z którym niegdyś tak głośno krzyczał.


Oceń artykuł:
( 20 oceniających )
sobota, 12 grudnia 2009 19:59
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Jeżeli na ekologów reagujecie tak jak Cartman na hipisów, to przeczytajcie Przebudowę społeczeństwa Murraya Bookchina. Istnieje szansa, że niektórych z nich darzy on taką samą niechęcią jak wy.

Bookchin to znany anarchista, ekolog i filozof. Jest autorem wielu  książek inspirujących ekologów na całym świecie. Wśród nich znajduje się The Ecology of Freedom, w której Rex Weyler, jeden z pierwszych aktywistów Greenpeace szukał (i znalazł) schematu działania odpowiadającego potrzebom szybko rosnącego w siłę ruchu.


Oceń artykuł:
( 1 oceniający )
sobota, 12 grudnia 2009 18:37
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
W środę, dziewiątego grudnia bieżącego roku odbył się wykład Stefana Szarego: „Śmierć – koniec, początek, a może farsa? Dyskusja na temat śmierci”. Jest to drugi z cyklu autorskich wykładów poświęconych filozofii egzystencji.

Stefan Szary, podczas wykładu przedstawiał różne koncepcje śmierci. Słowami wielu filozofów i ludzi, którym temat śmierci nie jest obcy przedstawiał koncepcje owego zagadnienia. Podróżując przez epoki od starożytności do współczesności słuchacze mieli możliwość dowiedzieć się jak pojmowano śmierć w każdej z nich.


Oceń artykuł:
( 4 oceniających )
sobota, 21 listopada 2009 14:51
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Kto dziś jeszcze pamięta kim byli Guanczowie? Poza wąskim gronem antropologów – niewielu. Lud ten zamieszkiwał w spokoju Wyspy Kanaryjskie od epoki kamiennej do 1478 roku, czyli do momentu przybycia na Gran Canarię ekspedycji wojskowej wysłanej przez Ferdynanda i Izabelę. Kiedy 63 lata później Girolamo Benzoni odwiedził La Palmę, spotkał ostatniego już Guanczę – zapijaczonego, 81-letniego starca. „Ten archipelag wschodniego Atlantyku był swego rodzaju przedszkolem europejskiego imperializmu. Pierwsi osadnicy nabrali przekonania, że ludzie, rośliny i zwierzęta sprowadzone z Europy świetnie aklimatyzują się na terenach, gdzie ich nigdy nie było.”– pisze Sven Lindqvist w wydanej u nas jesienią książce „Wytępić całe to bydło”.

Całkowite wyniszczenie Guanczów to tylko jedna z przypomnianych przez szwedzkiego autora masowych zbrodni popełnianych przez europejczyków w imię rozwoju cywilizacji. Wytępić całe to  bydło, słowa wypowiedziane przez Kurtza (bohatera conradowskiego „Jądra Ciemności”), to zdanie pojawiające się w tekście niczym refren. Powtarzanie z uporem maniaka drażni i nie daje o sobie zapomnieć. Tak, jak nie daje zapomnieć o sobie ideologia, w imię której Żydzi byli kierowani do gazu. Nazizm nie narodził się w próżni. Lindqvist w swoim niby-reportażu, próbując odtworzyć źródła powieści Conrada, podąża tropami myślenia, które doprowadziło do zaakceptowania projektu wyniszczenia całych nacji. Relacja z podróży autora do Algierii jest tylko pretekstem do pokazania, jak wiele nazizm zawdzięcza europejskiemu (głownie brytyjskiemu) imperializmowi. Biologiczną podstawę twierdzenia, że rasa biała jest najlepiej przystosowaną do przetrwania i w związku z tym nadrzędną w stosunku do innych, zbudowali Couvier z Darwinem. Społecznego uzasadnienia dostarczył „rzecznik liberalizmu” Herbert Spencer czy niemiecki filozof Eduard von Hartmann.
Oceń artykuł:
( 5 oceniających )

Strona 1 z 5

Reklama
Reklama

Nadchodzące wydarzenia

Reklama

Najnowsze informacje

Porozumienia w Cegielskim nielegalne

Zobacz więcej

Dziś część związków zawodowych działających przy HCP S.A. podpisała porozumienia w sprawie nowych zasad wynagradzania i premiowania pracowników Cegielskiego, co w praktyce oznacza zgodę na  [ ... ]


Starsze informacje