Piątek, 12 marca 2010 godz.00:31
piątek, 26 lutego 2010 13:10
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail


Gazeta Prawna: Zabicie policjanta jak najgorsza zbrodnia

Zabójstwo funkcjonariusza publicznego będzie karane jak zbrodnia ze szczególnym okrucieństwem - to najważniejsze założenie projektu zmian w kodeksie karnym, do którego dotarł DGP. Innym pomysłem jest wprowadzenie szczególnej ochrony dla osób, które pomogą policjantowi.
Projekt autorstwa Ministerstwa Sprawiedliwości jest reakcją na tragiczną śmierć asp. Andrzeja Struja - warszawskiego policjanta zasztyletowanego przez młodocianych chuliganów, po tym jak zwrócił im uwagę, gdy agresywnie zachowali na przystanku. Choć atakowi na Struja przyglądali się pasażerowie tramwaju, żaden z nich nie ruszył mu na pomoc.
"Te wydarzenia zwiększają poczucie zagrożenia oraz lęk obywateli przed przestępczością i nie mogą się powtarzać" - podkreśla Kwiatkowski. Dodaje też, że tego rodzaju sytuacje osłabiają zaufanie społeczne do państwa i stanowionego prawa, które jest postrzegane jako nieefektywne.
Ekspresowe prace nad projektem zakończyły się we wtorek wieczorem. "Naszym celem jest zwiększenie poczucia bezpieczeństwa policjantów, a także sędziów i prokuratorów. Chcemy też zagwarantować prawne bezpieczeństwo osobom, które widząc napad na funkcjonariusza, ruszają im na pomoc" - tłumaczy DGP Krzysztof Kwiatowski, minister sprawiedliwości.
Resort chce wprowadzić do art. 148 kodeksu karnego nową kategorię przestępstwa - kwalifikowana zbrodnia zabójstwa funkcjonariusza publicznego. Dzięki temu przepisowi sąd będzie mógł skazać mordercę policjanta albo na 25 lat więzienia, albo na dożywocie. Dziś za takie zabójstwo możne otrzymać osiem lat więzienia.
"To ma na celu wzmocnienie ochrony najbardziej narażonych na agresję fizyczną funkcjonariuszy publicznych, a więc m.in. policjantów" - mówi nam minister Kwiatkowski.
Ale w projekcie znajduje się też pomysł rozszerzenia art. 25 kodeksu karnego, który reguluje granice obrony koniecznej, czyli co wolno w sytuacji, w której odpierając atak bandyty, sami go atakujemy. Ministerstwo tłumaczy, że osoby, które pomogłyby funkcjonariuszowi, będą chronione prawnie na takich samych zasadach, jak np. policjant na służbie. Argumentuje w uzasadnieniu, że tacy ludzie "przełamując niejednokrotnie strach oraz narażając się na agresywną reakcję przestępcy, reagują na chuligańskie", zasługują na korzystanie "ze wzmocnionej ochrony prawnej".
Kiedy projekt ministerstwa może stać się obowiązującym prawem? "Chcemy, by po konsultacjach społecznych i międzyresortowych nasz projekt jak najszybciej trafił pod obrady rządu, a potem do parlamentu" - mówi minister Kwiatkowski.
Czy propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości mogą liczyć w Sejmie na poparcie? Jeśli minister uzyska wsparcie swojej formacji politycznej, nie będzie kłopotów z ich przyjęciem. Zapewne poprze je PiS. Zmiany podobają się byłemu ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze. "Popieram rozwiązania Kwiatkowskiego. Są one zgodne z naszymi. Te zmiany polegają m.in. na wprowadzeniu zwiększenia ochrony osób, które nie działają we własnej obronie, lecz w obronie koniecznej osób trzecich, lub mienia, które chcą zniszczyć wandale. To nowość, której nie było w naszych propozycjach" - mówi nam Ziobro. Dodaje jednak, że w proponowanej noweli brakuje kary bezwzględnego dożywocia za zabójstwo. "Dziś nawet skazany na dożywocie może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie" - ubolewa europoseł PiS.
Propozycje Kwiatkowskiego krytykuje jednak znany karnista prof. Piotr Kruszyński. "To tworzenie prawa na podstawie wydarzeń" - mówi.
Maciej Duda


Komentarz Federacji Anarchistycznej s. Poznań:

Wielki Brat nieustannie dążący do zwiększenia uprawnień swojego zbrojnego ramienia ma zadanie o tyle trudne, że funkcjonariusze policji znani są przede wszystkim z nadużywania i łamania prawa, którego rzekomo bronią, niesprawiedliwości, brutalności, a od czasu do czasu: zabijania niewinnych obywateli. Jednocześnie policjanci zawsze mogą liczyć na szczelny parawan ochronny swoich przełożonych i tak zwanego wymiaru sprawiedliwości. Niesława towarzysząca policji przekłada się bezpośrednio na brak zaufania do niej i społeczną niechęć do nadawania im kolejnych uprawnień, przywilejów i ułatwień w represjonowaniu społeczeństwa.

Państwo nie rezygnuje jednak z prób dalszego wzmacniania swych brutalnych podwładnych w mundurach. Świetną okazję dało ostatnie zabójstwo policjanta. Odpowiednio przedstawione przez media jednostkowe wydarzenie zostało pokazane jako rzekomy stan permanentnego zagrożenia w jakim żyją wiernie służące swoim panom psy. Zabójstwo policjanta ma być karane dożywociem. Co jednak z zabójstwami z zimną krwią dokonywanymi przez policjantów? Mordercy studentów z Łodzi otrzymali od roku do osiemnastu miesięcy, mordercy z Poznania nie spędzili za kratkami ani jednego dnia!
To już kolejna próba zwiększenia uprawnień katów w mundurach przez rząd. Przypomnijmy, że od grudnia ubiegłego roku strażnicy miejscy mają praktycznie takie same uprawnienia co policjanci, zostali również wyposażeni w paralizatory elektryczne, za pomocą których raz na jakiś czas zabijają obywateli krajów, w których już zostały wprowadzone. W Poznaniu, w tym tygodniu lokalne media podniosły larum na rzecz uzbrojenia municypalnych w te nowe zabawki po tym jak trójka z nich była atakowana przez obywateli.
Dodatkowo na szczególną ochronę będą mogli liczyć „pomagający” policjantom w wykonywaniu służby obywatele, czytaj konfidenci. Pomysłodawcy ustawy chcą w ten sposób jeszcze bardziej wzmocnić organy represji dokoptowując do nich usłużnych kapusiów. Ciekawe, jakim następnym pomysłem nas zachwycą, wskrzeszeniem ORMO, tylko pod nową, bardziej „demokratyczną” nazwą?
Rządzący zarówno szczebla lokalnego jak i centralnego powinni zdać sobie jednak sprawę, że im ostrzejsze prawo będą wprowadzać, tym radykalniejsza będzie odpowiedź prostych ludzi na państwowy terror!
Sprzeciwiamy się prawodawstwu legitymizującemu policyjne bezprawie, żądamy tej samej sprawiedliwości dla wszystkich!!!

/KL/
Bez-nazwy

Oceń artykuł:
( 14 oceniających )
czwartek, 11 lutego 2010 14:46
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Jak podaje gazeta.pl strażnicy miejscy, przyłapani przez mieszkańca na złym parkowaniu, zatrzymali go i w kajdankach odwieźli na komisariat policji. Według opisu zatrzymanego mieszkańca Łodzi, strażnicy zatrzymali go bez powodu. Natomiast wersja strażników jest zgoła inna, zarzucają oni mężczyźnie znieważenie funkcjonariusza na służbie.

Przypadek ten pokazuje, jak straż miejska nadużywa tak niedawno zdobytych nowych przywilejów i uprawnień. Między innymi możliwości używania kajdanek, których może użyć tylko w przypadku, kiedy dana osoba zachowuje się agresywnie (zobacz Gazeta Prawna).


Oceń artykuł:
( 16 oceniających )
poniedziałek, 11 stycznia 2010 13:41
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
W jednym z zeszłotygodniowych wydań poznańskiej „Gazety Wyborczej” można było przeczytać o kolejnej inwestycji miasta mającej uczynić Poznań miastem nieskazitelnie czystym, bezpiecznym i przyjaznym tym, którzy posiadają. Srogo karzącym na tomiast tych, którzy grubego portfela się nie dorobili, a dorobili się lub już niedługo dorobią wyroku sądowego, aby przypadkiem ich życie nie było zbyt przyjemne, w tak bardzo nastawionym na pieniądz, nie ludzi, mieście. Wszystko za jedyne 3 miliony złotych. Z naszych kieszeni oczywiście.

Tym razem w artykule pt. „Nowoczesne oczy popatrzą na stare Jeżyce” autor pisze o zaplanowanej inwestycji instalacji 19 kamer monitoringu na poznańskich Jeżycach. Kamery mają być umieszczone w miejscach najbardziej „problematycznych”, tj. tych, gdzie najczęściej zdarzają się kradzieże. Pomysłodawcy powołują się na dane z innych miast i dzielnic, które mówią, iż kamery monitoringu wielokrotnie zwiększyły wykrywalność przestępstw, nawet pięciokrotnie. Do kosztów instalacji kamer dochodzą również pensje ich operatorów, którzy mają zarabiać po blisko 2000 zł. Cytowany Stanisław Gorzelańczyk z rady osiedla Jeżyce mówi o „bezrobotnych z wyboru”, którzy „piją dużo, włamują się, kradną i wymuszają pieniądze”, ma na myśli swoich sąsiadów z dzielnicy, którzy staną się niebawem pierwszym celem wymierzonych w nich elektronicznych oczu Wielkiego Brata dbającego o „bezpieczeństwo” „porządnych” obywateli.


Oceń artykuł:
( 14 oceniających )
wtorek, 05 stycznia 2010 15:46
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Zgodnie z tradycją, jeżeli rząd chce więcej zedrzeć ze społeczeństwa to musi wzmocnić resorty siłowe, by móc to społeczeństwo w razie czego pacyfikować. Dlatego też w tegorocznym budżecie rządzący postanowili hojnie obdarzyć polską policję.

W 2010 r. według planowanych wydatków budżetowych, policja ma otrzymać 7 mld 485 mln zł jest to wzrost do ubiegłorocznych wydatków o 7,8% (dokładnie o 544 mln zł). Na płacę dla naszych stróżów prawa, chroniących własność niewielu przed barbarzyńcami, przewidziano 6 mld 344 mln zł (o 7,9% więcej). Suma ta pozwoli zwiększyć o 2 tysiące ilość funkcjonariuszy prewencji na naszych ulicach, oraz  opłacić dotychczasowych. Na wydatki rzeczowe czyli min. paliwo, papier do drukarek oraz toaletowy przeznaczono 829 mln zł (o 10,5% więcej). Nie są to jedyne środki jakie posłużą do budowy państwa policyjnego. 40 mln zł otrzyma policja w ramach dofinansowania lub współfinansowania z programów unijnych. Z poprzednich lat zostały przesunięte środki z tzw. programu modernizacji, w praktyce w 2010 r. trafi do policji dodatkowe 352 mln zł, a w następnym 69 mln zł. Modernizacja to nowe umundurowanie (bardziej sportowe od dotychczasowego), przemalowanie radiowozów na srebrzyste barwy oraz zakup nowych środków transportu. Do tego należy dodać lepsze wyposażenie oddziałów prewencji, by sprawniej pacyfikować gorące nastroje społeczne. W latach 2008-2009 policja zakupiła 4200 radiowozów za 264 mln zł, 1700 furgonów i małych więźniarek za 184,5 mln. zł, 30 tys. policjantów otrzymało nowe mundury, zakupiono 22 tys. nowych pistoletów Walter P.99. Do grudnia Ministerstwo Finansów wypłaciło 205 mln zł za zaległe świadczenia dla policjantów, którzy ochoczo manifestowali swe niezadowolenie na ulicach naszych miast. Takich świadczeń jak policja, nie ma żadna grupa zawodowa w naszym kraju, są to min. dodatki mieszkaniowe, dodatki do dojazdów, raz w roku na remont mieszkania itp. Ministerstwo znalazło dodatkowe pieniądze po płaczu prawicowych polityków, że oszczędza się na bezpieczeństwie obywateli, chwaląc się, że środki pochodzą z oszczędności ministerstw oraz wojewodów. Polecamy ten fakt uwadze bezrobotnym, emerytom i rencistom.


Oceń artykuł:
( 5 oceniających )
niedziela, 02 sierpnia 2009 19:08
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Interwencja Policji

Piotr Rachwalski i Agata Ferenc mieszkali razem z grupą przyjaciół w opuszczonym skłocie (squat) we Wrocławiu. Wydarzenia będące przedmiotem skargi do Strasburga miały miejsce w nocy 14 czerwca 1997 r. O godzinie 3 nad ranem zostali obudzeni przez funkcjonariuszy Policji, którzy zapytali się, czy osoby przebywające w domu znają właściciela niezamkniętego samochodu stojącego przed domem. Policjanci dążyli do tego, żeby odholować samochód do pobliskiego parkingu. Osoby, które prowadziły dyskusję z Policją, argumentowały, że nie jest zabronione, ażeby samochód stał niezamknięty na ulicy. Zostali oni wylegitymowani przez Policję (sprawdzili m.in. dowód rejestracyjny samochodu). Wymiana zdań między Policją a mieszkańcami skłotu stała się bardziej intensywna, wobec jednego z nich użyto kajdanek oraz uderzono go kilkakrotnie. P. Rachwalskiego uderzono kilkakrotnie pałką policyjną. Jeden z mieszkańców skłotu został zabrany do samochodu policyjnego, gdzie był bity. P. Rachwalski oraz A. Ferenc zostali poproszeni o to, żeby stanąć pod ścianą, policjanci zaś kierowali pod ich adresem określenia: „hołota, brudasy, pedały”. Policja przeszukała budynek, w którym mieszkali skarżący; zrobili to bez żadnego postanowienia prokuratora (nie wskazano celu ani podstawy prawnej tych czynności). Wszystkie te wydarzenia trwały jeszcze ponad pół godziny, po czym w momencie opuszczania przez Policjantów posesji, zaznaczyli, że część osób przebywających w skłocie, znajduje się tam nielegalnie, nie spełnili bowiem obowiązku meldunkowego. Dwa dni po tych wydarzeniach przeprowadzono oględziny lekarskie; ustalono, że na ciałach skarżących były liczne siniaki (jeden z nich wielkości 13 x 9 cm).


Oceń artykuł:
( 12 oceniających )
środa, 01 lipca 2009 21:59
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
zebractwo1.
Kiedy władze Poznania ruszyły z nową kampanią pod hasłem „Żebractwo to wybór, nie konieczność”, wydawało się, że nie trudno dostrzec wykluczającego charakteru tego przedsięwzięcia. Pomimo kamuflażu jaki w takim przypadku zwykle się stosuje. Przesłanie kampanii wiele osób z ruchu po prostu zbulwersowało. Poznańska Federacja Anarchistyczna wydała w tej sprawie oświadczenie, zarzucając władzom, że obsesyjne „przywiązanie do czystości”, każe im „posprzątać ulice już nie tylko z psich kup, ale także z ludzi-odchodów, nie wpisujących się w ekonomiczne rygory neoliberalizmu, oraz wystawiających na szwank drobnomieszczańskie poczucie estetyczne”. O co w tym przedsięwzięciu chodzi? – pytano w oświadczeniu. „Bynajmniej nie o pomoc, lecz usunięcie z widoku przy jednoczesnym zbiorowym napiętnowaniu wszystkich wyciągających rękę po ‘nie swoje pieniądze’: od romskiej dziewczynki, dla której żebranie stało się jedyną szansą jako takiego przeżycia, przez grającego na ulicy punka, po schorowanego człowieka, który nie może utrzymać się z renty w wysokości 487 zł. - wszyscy wygodnie wepchnięci do jednego worka z napisem ‘cuchnący żebracy z wyboru’”. Zorganizowano też dwie akcje, które miały za zadanie wywołać dyskusję.


Oceń artykuł:
( 5 oceniających )
niedziela, 21 czerwca 2009 16:15
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
21 czerwca w godzinach popołudniowych Polska Agencja Prasowa (PAP) opublikowała depeszę poświęconą demonstracjom przeciwko gentryfikacji w Berlinie (przedrukowaną zaraz na szeregu portali np. Ineria.pl, Gazeta.pl, można na jej przykładzie prześledzić w jaki sposób konstruowane są informacje mediów korporacyjnych, które z informowaniem mają niewiele wspólnego. Poniżej depesza PAP-u, wraz z komentarzem.

"Berlińska policja zatrzymała 102 osoby podczas próby zajęcia przez grupy lewaków i anarchistów terenu zamkniętego lotniska Tempelhof."

Według PAP-u, w demonstracjach nie mogły brać udziału osoby, które nie są zaangażowane politycznie, a udział w demonstracji motywowany był właśnie politycznym zaangażowaniem, a nie wagą problemu. "Zwykły" człowiek, który jest zaangażowany politycznie, należy do jakiejś z dwóch cywilizowanych partii o takim samym programie, a jeżeli już ktoś wychodzi na ulicę wiadomo, że to "lewak", a skoro "lewak" to wiadomo, że chodzi mu o rozróbę. Proste jak budowa cepa (i rozum "dziennikarza" z PAP-u - chciałoby się dopisać).


Oceń artykuł:
( 1 oceniający )
czwartek, 11 czerwca 2009 21:56
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Neoliberalna globalizacja ma to do siebie, że prowadzi do unifikacji kultur, modeli stosunków pracy oraz polityki publicznej – wszędzie wprowadza mechanizmy kapitalizmu pozbawionego osłon społecznych. Rzecz jasna, różnice regionalne wcale przez to nie znikają, ale następuje upodobnienie na poziomie podstawowych procesów społecznych i politycznych, nawet w najbardziej różniących się krajach czy regionach. I tak np. w sferze stosunków pracy państwa tradycyjnie uchodzące za „socjalne” – takie jak Niemcy czy Francja – reformują swoje rynki pracy na modłę liberalną (co widać chociażby na podstawie projektu Hartz-IV w Niemczech czy prób wprowadzenia CPE we Francji w 2006 r.).

Analogiczny proces ma miejsce w przestrzeni miejskiej, gdzie wykształca się specyficzna forma osadnictwa miejskiego – metropolia. Co ciekawe, proces ten zachodzi nie tylko w centrum światowej gospodarki (kraje Europy Zachodniej i USA), lecz także na jej obszarach peryferyjnych, takich jak Europa Środkowo-Wschodnia. Po ponad 50 latach scentralizowanego planowania przestrzennego, utrzymywania państwowej czy też quasi-państwowej („spółdzielczej”) własności gruntów i budynków oraz ścisłego regulowania opłat za wynajem lokali i usługi komunalne w Polsce, Czechach, Węgrzech i innych krajach regionu w dziedzinie kształtowania przestrzeni miejskiej coraz większą rolę zaczynają odgrywać podmioty prywatne i ich potrzeby, postępuje prywatyzacja publicznego zasobu mieszkaniowego, a wysokość opłat za wynajem lokali i usługi komunalne zaczyna regulować jedynie rynek.


Oceń artykuł:
( 0 oceniających )
wtorek, 29 kwietnia 2008 12:16
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail

Sprawa brutalnej interwencji policji przeciwko demonstrantom w Słupsku, nie jest precedensem jeśli chodzi o rodzaj represji stosowanych wobec aktywistów wolnościowych w Polsce. Wieczorem 28 kwietnia 2004, w przeddzień długo planowanej demonstracji przeciwko Europejskiemu Forum Gospodarczemu doszło do podobnej interwencji w jednym z domów w podwarszawskim Milanówku.

Około godziny 21:30 przed domem, w którym przebywało 11 osób wybierających się na demonstrację, w tym kilkoro Białorusinów, pojawiło się kilka dużych wozów policyjnych, karetka i straż pożarna. Osoby, które przebywały w środku nic nie widziały, co dzieje się na zewnątrz. Dopiero gdy jeden mężczyzna podszedł do okna zauważył, że tuż pod domem (około 15 metrów za ogrodzeniem) stoją funkcjonariusze policji. Gdy jedna osoba wyszła na zewnątrz, zaczęła się brutalna interwencja.


Oceń artykuł:
( 0 oceniających )
czwartek, 14 lutego 2008 13:11
Uwaga, otwiera nowe okno. DrukujNapisz e-mail
Strajk celników, górników i pracowników służby zdrowia, protesty kierowców TIRów i manifestacje nauczycieli, wezwanie "Solidarności" do podjęcia protestów domagających się godnych wynagrodzeń dla wszystkich - niezadowolenie społeczne przybiera na sile. Niespełna kilka miesięcy po spektakularnym zwycięstwie liberałowie z PO, którzy szli do wyborów pod hasłami ratowania demokracji, zaczęli się zastanawiać jak poradzić sobie ze wzrostem niepokojów i roszczeniami wielu grup pracowniczych.

Czując mocne poparcie zarówno w wyborach, jak też w bieżących sondażach opinii publicznej, politycy PO nie wahają się rozpatrywać nawet najbardziej radykalnych rozwiązań, jak wyrzucenie związków zawodowych z zakładów pracy czy odebranie pracownikom czterech dni urlopu na żądanie. Czterech dni, które stały się bardzo groźną bronią w walce z pracodawcami, czego dowiedli celnicy paraliżując w styczniu wschodnią granicę kraju. Janusz Palikot, poseł PO i przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej "Przyjazne państwo" (o ironio!) uważa, że obecny rząd jest... "zbyt obywatelski i zbyt nowoczesny", jak na obecną opozycję, która ma według niego dążyć do konfrontacji. Czy z tych słów wynika, że rząd powinien się zbrutalizować? Czy rząd zamierza chwycić za środki przemocy przeciwko protestującym robotnikom?


Oceń artykuł:
( 0 oceniających )

Strona 1 z 2

Reklama
Reklama
Reklama

Najnowsze informacje

Oświadczenie w sprawie oskarżeń wobec demonstrantów

Zobacz więcej

W związku z pojawiającymi się nieprawdziwymi lub jednostronnymi oskarżeniami wysuwanymi przeciwko uczestnikom demonstracji na MTP jaka odbyła się 8 marca chcieliśmy wyrazić nasze stanowisko.

P [ ... ]


Starsze informacje